niedziela, 11 sierpnia 2013

Potępienie (Kárhozat) 1988 reż. Béla Tarr

   Uwaga będę spojlerował, inaczej się nie da ;)

   Potępienie to pierwszy film Béli Tarra, po który sięgnąłem za namową kolegi Węgra. Opowiada historię mężczyzny w średnim wieku, Karrera, alkoholika i człowieka bez większych ambicji. Sens jego życiu nadaje jedynie beznadziejna miłość do zamężnej piosenkarki, z którą ma romans. Kobieta pewnego dnia postanawia położyć kres dalszym spotkaniom, lecz bohater nie odpuszcza. Korzystając z propozycji znajomego barmana, poleca jej męża do przewiezienia nielegalnego towaru i tym samym pozbywa się go na kilka dni. W tym czasie odzyskuje względy swojej kochanki. By definitywnie usunąć konkurenta, po jego powrocie denuncjuje go na policji.

   Tyle można zobaczyć na pierwszy rzut oka nie zagłębiając się w symbole i metafory, którymi film jest przepełniony. A to właśnie one nadają mu prawdziwą wartość i ukazują głębszy sens przedstawionej historii.

   Zacznijmy od tego, że reżyser bardzo przeciąga długość ujęć, prócz przekazania niezbędnej informacji dając widzowi czas na refleksje. Plenery mają za zadanie ukazać nam stan ducha bohaterów i symbolizować ich aktualną sytuację. Przez większość czasu pada deszcz, jest ponuro, a pustymi ulicami na tle ruder lub po rozmiękłych polach biegają jedynie dzikie psy. Mamy klasyczny obraz nędzy i rozpaczy ja z łotewskiego dowcipu. Przywodzi to na myśl obraz czyśćca.

   Najbardziej urzekła mnie ta scena, wracałem do niej chyba z dziesięć razy:


   Nie bez znaczenia jest nazwa baru "Titanik", ma tutaj miejsce wiele kluczowych wydarzeń, a jego bywalcy niczym pasażerowie sławnego statku też idą powoli na dno, w większości bez możliwości ratunku. Kiedy piosenkarka śpiewa o bolesnym rozstaniu i utraconej wierze w miłość, odnosi się to zarówno do jej romansu z Karrerem, ale i do ich położenia. Ona, chociaż chciałaby znaleźć się w lepszym świecie nie ma ku temu perspektyw, on zaś otrzymuje taką szansę, chociaż uporczywie nie chce z niej skorzystać. Jego romans z piosenkarką jest prostą drogą do potępienia, ale wybiera to świadomie. Na nic zdają się starania szatniarki, pojawiającej się kilka razy w całym filmie i dającej mu dobre rady, nie udaje jej się zawrócić go ze złej drogi.

   Symboliczna jest scena, gdy Karrer czai się pod domem swojej kochanki, czekając aż jej mąż odjedzie. Pojawia się wtedy szatniarka, która przestrzega go przed popełnieniem zamierzonej niegodziwości, symbolicznie zasłaniając parasolem jej dom. To jednak go nie powstrzymuje. Daje temu dodatkowy wyraz w czasie rozmowy z ukochaną, gdy mówi: popełniłbym każda niegodziwość, żebyś to mnie wybrała. Zaraz potem postanawia wprawić te słowa w czyn, lecz rezygnuje (o czym dowiadujemy się pod koniec, gdy poznajemy miejsce, które odwiedził).

   Wracając do męża piosenkarki, jest on z pozoru dobrym człowiekiem, lecz ciężko nam go w pełni ocenić z braku większej liczby informacji. Nie przechodzi jednak próby, którą było dostarczenie tajemniczego pakunku - kradnie część zawartości. Żona natomiast zaraz zdradza go (i jednocześnie Karrera) z barmanem. Na tę postać należy zwrócić szczególną uwagę. Stojący na uboczu, spokojny i lepiej sytuowany od pozostałych mężczyzna, pełni w całej historii wyjątkową rolę: poddaje bohaterów próbom, udziela im rad i ocenia. W przeciwieństwie do szatniarki, która jest pozytywnym bohaterem, on prezentuje raczej neutralne stanowisko.

   Jak już pisałem na początku, w streszczeniu, główny bohater nie rezygnuje z piosenkarki i by pozbyć się jej męża, składa na niego donos w sprawie przewiezionej paczki. Tym samym marnuje swoją szansę i staje się potępiony. Taki wniosek możemy wysnuć w końcowej scenie, gdy w ulewie znajduje się on na zabłoconym gruzowisku, zniżając się do poziomu psa, z którym przychodzi mu się spotkać.

   Kupa gnoju ukazana na sam koniec przed ściemnieniem, znakomicie podsumowuje stan moralny bohaterów i ocenę ich czynów.




   Jak dla mnie film wbija w fotel i jest świadectwem wielkiego talentu Tarra. 10/10.

2 komentarze:

  1. Dobra recenzja znakomitego filmu. Myślę, że trzeba zacząć naciskać na polskich dystrybutorów DVD, by wreszcie dzieła Tarra wydali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Francuzi to nawet w kinach chyba grali "Potępienie", a u nas jakoś nic :/

      Usuń