poniedziałek, 20 maja 2013

Mucha (A légy) 1980 reż. Rofusz Ferenc

   Kolejny ciekawy krótkometrażowiec, tym razem jednak wyjątkowy, bo zdobywca Oscara w 1981 roku.
   Film jest animowany, rysunkowy. Ukazuje dwie i pół minuty z życia muchy, widziane jej oczyma. Pomysł prosty i może dzięki temu ciekawy, myślę że warto rzucić okiem. Zauważmy też, że jak na 1980 rok, to był kawał roboty, gdyż trzeba to było wszystko po kolei narysować i sfilmować (kamerą do zdjęć poklatkowych).

   Film można zobaczyć w całości tutaj:


sobota, 18 maja 2013

Dzielnica! (Nyócker!) 2004 reż. Áron Gauder

   Dzielnica! to film animowany dla dorosłych (obecne są: wulgarny język, seks i przemoc). Mamy w nim sporo odniesień do polityki, zarówno lokalnej węgierskiej jak i globalnej, przy czym należy pamiętać że powstał w 2004 roku (na Węgrzech rządzili postkomuniści rozgrabiający to co jeszcze zostało; kraj wszedł do UE; Amerykanie szaleli w Iraku; Bin Laden nadal żył i się ukrywał).  Do tego dochodzi próba ukazania napięć społecznych w wielonarodowym i wielokulturowym Budapeszcie. Na pierwszy rzut oka widać, że twórcy czerpali inspirację z South Parku i Romeo i Julii, efekt takiej mieszanki musiał być wybuchowy .

   Długo zabierałem się za obejrzenie tego filmu, po części dlatego że nie przepadam za produkcjami ukazującymi oblicze patologii społecznych. Wolę pozostawać w błogiej nieświadomości, niż wiedzieć jakie męty żyją na tym świecie. W końcu jednak się zdecydowałem i przyznam, że ten blog był do tego dodatkową motywacją.

   Od razu trzeba zaznaczyć, że to nietypowy film jak na węgierską kinematografię. Po pierwsze, ze względu na podjęcie tak trudnej tematyki, a po drugie ze względu na zrealizowanie go techniką animowaną. Nieodłącznym elementem całej historii jest węgierski hip-hop, który możemy usłyszeć w tle bądź z ust bohaterów. Moim zdaniem, pomysł znakomicie dopasowany do tematyki filmu, gdyż jest to muzyka marginesu społecznego. Fabuła chociaż dziecinna i naiwna, nie nudzi. Znajdziemy tu parę mądrości życiowych rodem z filmów Pasikowskiego. Czasem nawet można się uśmiechnąć z jakiegoś dowcipu. Postacie głównych bohaterów są wyraziste i wzbudzają sympatię, mimo iż w rzeczywistości omijalibyśmy takie elementy szerokim łukiem.

   Po obejrzeniu całości, zastanawiam się czy twórcy Włatców Móch nie skopiowali co nieco z Dzielnicy! Tępi policjanci, naiwne dzieciaki i ich cudowne recepty na życie oraz kiczowata i toporna animacja - wszystko to wydaje się takie znajome.

   Podsumowując, twórcy chcieli stworzyć satyrę na polityczno-społeczną rzeczywistość. Wykorzystali do tego kilka wyświechtanych schematów i zaeksperymentowali z animacją. W skali światowej nie jest to nic nadzwyczajnego, ale jak na węgierskie podwórko, film wydaje się znaczący. Oceniam go dość wysoko właśnie dlatego, że jest swego rodzaju ciekawostką.


   Film niestety już niedostępny na YT, ale z pewnością da się go ściągnąć z internetu.



piątek, 17 maja 2013

Mama 2009 reż. Géza M. Tóth

   Film twórcy Maestro. Bohaterką jest młoda mama, która wychodzi na dach by rozwiesić pranie. Przez kilka minut obserwujemy jak oddaje się tej prozaicznej czynności. Początkowo zastanawiać może: na co cała ta komputerowa otoczka? Czyżby reżyser chciał się pochwalić swoim kunsztem artystycznym? No cóż, wrażenia te efekty nie robią, gdyż pozostają tylko tłem. Mimo iż cała historyjka jest dość nudna, ogląda się to z zainteresowaniem. Chwilami można odnieść wrażenie, że kobieta niemal tańczy przy dźwiękach ulicy, miasta.

   Komputerowe tło znajduje w końcu zastosowanie: zaczynając się przesuwać i huśtać wraz ze sznurkiem. Trick ten pojawia się w znakomitym momencie - gdy widz traci powoli zainteresowanie całą historią. Tym samym uwaga zostaje przykuta na nowo, a jednocześnie rodzi się pytanie: a kiedy już kobieta powiesi pranie, czy znowu zostaniemy zaskoczeni?

   Różowy śpioszek (w przeciwieństwie do białych i kremowych koszul wprowadzających monotonię) który wiesza na końcu, nie jest może wielką niespodzianką, ale za to miłą odmianą i uwieńczeniem całej pracy. Paradoksalnie może zadziwić właśnie nie zadziwiając.

   Tak na marginesie: doceniam fakt, że reżyser nie zapomniał o tym by aktorka sapała wieszając pranie. Niby drobiazg, ale dla większości z nas ta czynność jest jednak męcząca i wymaga niezłej gimnastyki.


środa, 15 maja 2013

Maestro 2005 reż. Géza M. Tóth


   To krótkometrażowy film animowany wykonany techniką komputerową. Ukazuje nam przygotowania ptasiego śpiewaka przed występem. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem czego się po nim spodziewać i nawet nie próbowałem zgadywać. Zdecydowałem się jednak obejrzeć, do czego zachęcił mnie krótki czas, a także chęć porównania z animacjami Tomasza Bagińskiego, których jestem fanem.

   Moim amatorskim okiem, stwierdzam że technicznie Maestro stoi na wysokim poziomie i reżyser nie ma się czego wstydzić. Równie ważna jest też fabuła, trzeba przyznać zaskakująca, jak to czasami bywa w przypadku takich dzieł. Mnie film od początku, no właśnie, najpierw zdziwił, a potem zaciekawił. Końcówka pozwala się uśmiechnąć, ale i skłania nas do refleksji. Zobaczcie sami:


wtorek, 30 kwietnia 2013

Ja, Twój Syn (Apa) 1966 reż. István Szabó

   DVD z tym filmem otrzymałem od koleżanki z pracy, około roku temu. Sam się sobie dziwię, że tak długo zwlekałem z jego obejrzeniem. Przyznam ze wstydem, że nadal mam jakieś podświadome opory przed starymi produkcjami, tym bardziej czarno-białymi. Jednak kolejne odhaczane na liście pozycje, skutecznie i regularnie przełamują tę barierę.

[uwaga: spojler]

   Ja, Twój Syn przerósł trochę moje oczekiwania. Nakręcony w 1966 roku, do dziś niewiele stracił na aktualności. Opowiada historię chłopca, którego ojciec zmarł w 1945 roku, nie pozostawiając po sobie wielu wspomnień. Syn próbujący znaleźć własną tożsamość i miejsce w świecie, podpiera się przez lata historiami o ojcu, pozostając właściwie w jego cieniu. Zależnie od środowiska, w którym się obraca i bieżących wydarzeń, zmienia biografię swojego rodziciela, tak by była najbardziej odpowiednia w danej chwili. Będąc na studiach sam zaczyna gubić się w swoich kłamstwach i postanawia poznać prawdę. Przeprowadziwszy śledztwo i odkrywszy prawdę musi zdemityzować w końcu historię ojca i pogodzić się z nią. Ukoronowaniem tego wydarzenia staje się próba przepłynięcia Dunaju wszerz - jego pierwsze, własne osiągnięcie, pozwalające wyjść z cienia i odnaleźć własną drogę.

[fin]

   Widziałem wcześniej kilka dzieł Szabó, m.in.: Mefisto i Kropla Słońca. Podejmowały one ważne i ciekawe tematy z historią w tle lecz miały jeden wielki mankament - strasznie się dłużyły, moim zdaniem niepotrzebnie nudząc i zniechęcając widza. Ja, Twój Syn jest inne, może dlatego że to jeden z pierwszych filmów Szabó, a może z powodu lżejszej tematyki - to uniwersalny film o poszukiwaniu swojej drogi w życiu. Historia Węgier jest tylko tłem, a bohaterowie nie przeżywają żadnych poważnych tragedii, ani nie znajdują się w ekstremalnych sytuacjach.

   Akcja toczy się nieustannie, a wiele ujęć jest bardzo dynamicznych, to duży plus, dzięki temu widz nie traci zainteresowania. Reżyser chętnie i często sięga po panoramy i to akurat nie jest już najlepszy pomysł, ponieważ zabiegi te bardziej męczą wzrok i rozpraszają uwagę niż służą przekazaniu jakiegoś zamysłu.

   Urzekła mnie scena z wrakiem tramwaju, na którą warto zwrócić szczególną uwagę. Może wydawać się ona trochę bezsensowna lecz należy wziąć poprawkę, iż to fantazja chłopca. Widzimy wtedy jak ludzie pomimo tragedii, którą przeżyli potrafią odnaleźć radość we wspólnym działaniu, przywracając pozory dawnego, normalnego życia.

   Po obejrzeniu całego filmu, a nawet w jego trakcie nasuwa się pytanie: czemu chłopiec to wszystko sobie wymyślał? Nie był przecież jakoś szczególnie pokrzywdzony przez los, wielu jego rówieśników również straciło ojców na wojnie. Niektórzy zostali "wrogami klasowymi" z racji pochodzenia. W którymś momencie spotykamy nawet Żydówkę. Wszyscy oni albo godzą się ze swym pochodzeniem, albo się go wstydzą i ukrywają. Żadne z nich jednak nie zmienia swojej historii tak często jak główny bohater.

   Na koniec jeszcze chciałbym pochwalić grę aktorską, gdyż była całkiem niezła i bohaterowie pozwalali nam uwierzyć w snute historie. Całości dopełnia znakomita muzyka, dobrze dopasowana do poszczególnych scen.

   Z czystym sercem mogę polecić ten film każdemu. Szczególnie miłośnikom kina węgierskiego i twórczości pana Szabó.



sobota, 27 kwietnia 2013

Słowem wstępu.

   Zakładam tego bloga w celu usystematyzowania wiedzy na temat węgierskiego kina, którym się interesuję. Jeśli dla kogoś okaże się on przydatny, to tylko dodatkowo mnie ucieszy. Prócz filmów nowych, ewentualnie względnie nowych (lata 90'), będę starał się opisywać również te starsze, trochę już zapomniane.
   Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie stracę w międzyczasie zapału do pisania :)