Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 września 2014

Taxidermia (2006) reż. György Pálfi

   Palfiego poznałem przypadkiem przy okazji Czkawki, która przypadła mi do gustu. Już wtedy wiedziałem, że mam ochotę dalej poznawać twórczość tego pana, a Taxidermia jako głośny tytuł wydawała się naturalnym wyborem. Trochę trwało nim się do niej dobrałem.

OPIS:

   Historia trzech pokoleń mężczyzn. Żołnierza maniaka seksualnego, jego syna miłośnika wielkich kotów i jedzenia, a także wnuka preparatora zwierząt, marzącego o nieśmiertelności.


   Świry, penisy, zboczeńcy, flaki, rzygi, gówno, obrzydliwości. Mniej więcej tak można streścić ten film. Ja dałem radę obejrzeć pierwsze trzydzieści minut i uznałem, że wystarczy. I choćby nie wiem jakie wspaniałe walory miał ten film, to nie będę sobie rył psychiki.

   Po pół godzinie nie powinienem zasadniczo się wypowiadać, ale coś tam widziałem, więc mogę pochwalić zdjęcia. Są naprawdę niezłe, ciekawe, nawet powiedziałbym innowacyjne. Tak jak w przypadku wspomnianej wyżej Czkawki widać, że Palfi wnosi do kina węgierskiego świeżość. Tym razem mnie obrzydził, ale spróbuję jeszcze innych jego filmów, bo potencjał facet ma spory.

   Taxidermia, przynajmniej jej początek, ma też unikatowy klimat. Ponure otoczenie bohatera, bieda, wszechogarniające zepsucie, dobrze uzupełniają to zdjęcia, szare i ciemne, a także posępna muzyka. Wszystko to daje przygnębiający obraz i świadczy o sporych umiejętnościach reżysera i jego współpracowników.

   To nie jest film dla każdego.

sobota, 4 stycznia 2014

Dziennik (Naplófilm – 12 voltam 56’ ban) 2006 reż. Boglárka Edvy, Sándor Silló

   Filmów dokumentalnych poświęconych węgierskiej rewolucji antysowieckiej z 1956 roku powstało już wiele, ale ten rzuca nam na nią światło z nowej perspektywy. Poznajemy te wydarzenia i ich następstwa z dziennika dwunastoletniego wtedy Gyuli Csicsa oraz jego współczesnej narracji uzupełniającej. Zachowana jest chronologia i przedstawione najważniejsze fakty, a przy tym możemy dowiedzieć się jakie były nastroje społeczne, a także jak wyglądało życie codzienne: zakupy, szkoła, zabawy, spacery. Ludzie starają się zachować normalność.


   Ze słów dwunastolatka przebija niewinność i nieświadomość tego co się dzieje i chociaż chłopiec relacjonuje wydarzenia polityczne, a także razem z kolegą angażuje się w działalność rewolucyjną, to można odnieść wrażenie, że nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji.


   Zdjęcia są bardzo dynamiczne, uzupełnione przez animacje i fotomontaże z dziecięcych rysunków. Cały czas towarzysza nam przy tym muzyka.

   Chociaż momentami film jest nudnawy, to myślę że warto go zobaczyć.



poniedziałek, 14 października 2013

Białe dłonie (Fehér tenyér) 2006 reż. Szabolcs Hajdu

   To historia młodego węgierskiego gimnastyka Miklósa Dongó, który jedzie do Kanady, by zająć się trenowaniem dzieci i młodzieży. Ostatecznie zostaje mu przydzielony nastoletni buntownik, który choć uzdolniony sprawia ogromne problemy. W końcu jednak Miklósowi udaje się znaleźć z nim wspólny język, a przy tym pokonać własne lęki. To jedna strona filmu, ale pokazywane jest też dzieciństwo Miklósa, kiedy zmuszany był do nadludzkiego wysiłku, przez rodziców przerzucających na niego swoje niezdrowe ambicje i trenera, który maltretował go psychicznie i fizycznie.


   Film jest świetnie zrealizowany i opowiada naprawdę mocną historię, która może poruszyć widza. Problem w tym, że temat jest wtórny. Zapewne po przeczytaniu powyższego krótkiego opisu skojarzyło Wam się kilka znajomych filmów. No właśnie, to jedyny mankament Białe dłonie nie mają czym nas zaskoczyć. Chore ambicje rodziców przenoszone na dzieci? Znamy. Trener sadysta, bezkarnie dręczący dzieciaki? Znamy. Praca z trudną młodzieżą? Znamy. Powrót "na ring" po latach? Znamy. Długo mógłbym wymieniać. Niestety fabuła jest na wskroś przewidywalna.



   Czy powinno nas to zrażać? Niekoniecznie. Jak już napisałem film jest świetnie zrealizowany. Mimo iż nie występują w nim wielkie gwiazdy węgierskiego srebrnego ekranu, to do gry aktorskiej nie można się przyczepić. Całość jest dość surowa, ale taka ma właśnie być. Film ma klimat i nie nudzi. Dodatkowym smaczkiem jest to, że miłośnicy gimnastyki mogą nacieszyć oczy efektownymi wyczynami gimnastyków.

   Mnie do refleksji skłoniło zachowanie chłopaka, który mimo iż otoczenie robiło wszystko by obrzydzić mu gimnastykę, nie zrezygnował z tego i dalej ćwiczył. Często zadowalał w ten sposób rodziców, bądź trenera (który mimo wszystko go cenił), ale w rzeczywistości robił to tylko dla siebie i nawet bez wywieranej presji podnosiłby swoje umiejętności.