Pokazywanie postów oznaczonych etykietą węgierskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą węgierskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2013

Węgierskie spojrzenie. Wystawa poświęcona twórczości M. Jancsó i I. Szabó w Muzeum Kinematografii w Łodzi.

   Jako że blog poświęcony jest węgierskiej kulturze, to i warto napisać coś o bieżących wydarzeniach.

   12 września (czwartek) w Muzeum Kinematografii w Łodzi, odbędzie się otwarcie wystawy "Węgierskie spojrzenie", poświęconej twórczości Miklósa Jancsó i Istvána Szabó. Towarzyszyć jej będzie zaczynający się już 10 września przegląd ich filmów.

   Zachęcam wszystkich z Łodzi i okolic :)




poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Animacje krótkometrażowe. Ferenc Cakó: Kamienie (Kövek), Labirynt (Labiryntus), Autó tortúra.

   Otwieram na moim blogu trzydniowy cykl wpisów poświęconych animowanym filmom krótkometrażowym.

   Zamierzałem dzisiaj wrzucić garść krótkometrażówek animowanych z różnych okresów i różnych twórców, ale... poznałem twórczość Ferenca Cakó i całkiem straciłem dla niej głowę :) Tym samym zaprezentuję Wam trzy jego filmy, nie chronologicznie, a w kolejności w jakiej ja je oglądałem.


Kamienie - Kövek (Stones) 2000

   Historia tutaj jest nam wyrysowywana na piasku (skądinąd pochodzącym z tytułowych kamieni). Film zdaje się być refleksją nad ludzką egzystencją, mamy parę odniesień do Biblii i mnóstwo symboli. Całość jest raczej przygnębiająca, który to efekt pogłębia przejmująca i świetnie dopasowana muzyka. Aż nie chce się wierzyć, że to film z 2000 roku, gdyż do złudzenia przypomina stare animacje z lat 70' i 80'.



Labirynt - Labiryntus (Labirynth) 1999

   Zachęcony Kamieniami, postanowiłem sięgnąć po jeszcze jeden film tego twórcy. Padło na Labirynt. Tym razem animacja jest inna - mamy trójwymiarowe postacie z plasteliny. Przygnębiający klimat jednak pozostaje, tym razem wzmocniony mroczną scenerią i jak się zaraz okazuje podjętą tematyką.

   Akcja toczy się w okresie drugiej wojny światowej. Mamy tu dwie grupy: zagubionych z tobołkami, którzy przemierzają na ślepo uliczki labiryntu i pikietujących, którzy tylko z pozoru wiedzą czego chcą, bo w rzeczywistości również błąkają się po labiryncie jak ci pierwsi. Jest jeszcze grupa osób przy stole i pojedyncze postacie chodzące samotnie lub parami i zajmujące się swoimi sprawami. W drugiej połowie pojawiają się również żołnierze. Końcówka pozostaje dla mnie zagadkowa...

Odtwarzacz nie chciał mi się tu załadować, więc wrzucam sam link:
Labirintus - Labirynt - Labirynth


Autó tortúra 1982

   Tym razem coś lżejszego. Autó tortúra to całkiem sympatyczna i zabawna historia przedstawiająca perypetie pewnego ludzika mającego problemy ze swoim samochodem. I tym razem mamy animację plastelinową, której możliwości twórca wykorzystuje w pełni. Myślę że nie jeden kierowca ma za sobą takie przeżycia ze swoim autem.

Odtwarzacz znowu dał ciała, więc tutaj macie link:
Autó tortúra



Na dzisiaj to tyle, zapraszam na jutro. Pojawi się m.in. film Ferenca Rófusza (reżyser Muchy) i trochę mitologii.

sobota, 10 sierpnia 2013

W poszukiwaniu blogów.

   Grzebiąc w odmętach internetu w poszukiwaniu blogów podobnych do tej, dokonałem kolejnego ciekawego odkrycia. Oto ono: Kino Węgierskie.

   To blog mający formę listy węgierskich filmów z krótkimi opisami i komentarzem. Całość jest przejrzysta i... skromna. No właśnie, nie ma tam nawet możliwości zostawienia komentarza. Szkoda, bo potencjał spory.

   Przy okazji tego odkrycia uświadomiłem sobie jeszcze jedną rzecz: jeśli chodzi o blogi, to poza powyższym i moim własnie, nie ma innego, który zajmowałby się węgierskimi filmami. Cóż, nigdy nie sądziłem, że trafię w taką niszę... Mało tego, przejrzałem masę blogów filmowych szukając na nich chociażby wpisów poświęconych madziarskim filmom i nie znalazłem właściwie nic za wyjątkiem tego: Nieprawdziwa historia.
Na jakimś blogu filmowym trafiła się też recenzja Dzielnicy!, którą autor niepochlebnie opisał raptem w trzech zdaniach, wykazując się przy tym zupełną ignorancją w temacie. Nawet nie ma sensu przytaczać tej notki.

   Z jednej strony ubolewam nad tym stanem rzeczy, ale z drugiej... daje mi to całkiem niezłe możliwości :D


   Jeśli znacie jakieś inne blogi o tej tematyce, albo nawet pojedyncze wpisy, to dajcie mi cynk w komentarzach ;)



czwartek, 25 lipca 2013

Zmiany.

   Początkowo założyłem, że będzie to blog poświęcony węgierskiej kinematografii, jednak z braku czasu i możliwości zapoznawania się z ich dorobkiem w tej dziedzinie, a przy jednoczesnej niechęci do zamykania tego projektu, postanowiłem rozszerzyć nieco spektrum zagadnień. Począwszy od następnego wpisu, będziecie tu mogli Drodzy Czytelnicy zapoznać się z węgierską literaturą i muzyką. Dodatkowo planuję sporadycznie umieszczać teksty poświęcone innym zagadnieniom związanym z krajem bratanków, będzie między innymi o o moich zmaganiach z nauką języka, kuchennych eksperymentach z papryką w roli głównej i wiele, wiele więcej. Co jeszcze powiedzieć? Zapraszam.



poniedziałek, 20 maja 2013

Mucha (A légy) 1980 reż. Rofusz Ferenc

   Kolejny ciekawy krótkometrażowiec, tym razem jednak wyjątkowy, bo zdobywca Oscara w 1981 roku.
   Film jest animowany, rysunkowy. Ukazuje dwie i pół minuty z życia muchy, widziane jej oczyma. Pomysł prosty i może dzięki temu ciekawy, myślę że warto rzucić okiem. Zauważmy też, że jak na 1980 rok, to był kawał roboty, gdyż trzeba to było wszystko po kolei narysować i sfilmować (kamerą do zdjęć poklatkowych).

   Film można zobaczyć w całości tutaj:


sobota, 18 maja 2013

Dzielnica! (Nyócker!) 2004 reż. Áron Gauder

   Dzielnica! to film animowany dla dorosłych (obecne są: wulgarny język, seks i przemoc). Mamy w nim sporo odniesień do polityki, zarówno lokalnej węgierskiej jak i globalnej, przy czym należy pamiętać że powstał w 2004 roku (na Węgrzech rządzili postkomuniści rozgrabiający to co jeszcze zostało; kraj wszedł do UE; Amerykanie szaleli w Iraku; Bin Laden nadal żył i się ukrywał).  Do tego dochodzi próba ukazania napięć społecznych w wielonarodowym i wielokulturowym Budapeszcie. Na pierwszy rzut oka widać, że twórcy czerpali inspirację z South Parku i Romeo i Julii, efekt takiej mieszanki musiał być wybuchowy .

   Długo zabierałem się za obejrzenie tego filmu, po części dlatego że nie przepadam za produkcjami ukazującymi oblicze patologii społecznych. Wolę pozostawać w błogiej nieświadomości, niż wiedzieć jakie męty żyją na tym świecie. W końcu jednak się zdecydowałem i przyznam, że ten blog był do tego dodatkową motywacją.

   Od razu trzeba zaznaczyć, że to nietypowy film jak na węgierską kinematografię. Po pierwsze, ze względu na podjęcie tak trudnej tematyki, a po drugie ze względu na zrealizowanie go techniką animowaną. Nieodłącznym elementem całej historii jest węgierski hip-hop, który możemy usłyszeć w tle bądź z ust bohaterów. Moim zdaniem, pomysł znakomicie dopasowany do tematyki filmu, gdyż jest to muzyka marginesu społecznego. Fabuła chociaż dziecinna i naiwna, nie nudzi. Znajdziemy tu parę mądrości życiowych rodem z filmów Pasikowskiego. Czasem nawet można się uśmiechnąć z jakiegoś dowcipu. Postacie głównych bohaterów są wyraziste i wzbudzają sympatię, mimo iż w rzeczywistości omijalibyśmy takie elementy szerokim łukiem.

   Po obejrzeniu całości, zastanawiam się czy twórcy Włatców Móch nie skopiowali co nieco z Dzielnicy! Tępi policjanci, naiwne dzieciaki i ich cudowne recepty na życie oraz kiczowata i toporna animacja - wszystko to wydaje się takie znajome.

   Podsumowując, twórcy chcieli stworzyć satyrę na polityczno-społeczną rzeczywistość. Wykorzystali do tego kilka wyświechtanych schematów i zaeksperymentowali z animacją. W skali światowej nie jest to nic nadzwyczajnego, ale jak na węgierskie podwórko, film wydaje się znaczący. Oceniam go dość wysoko właśnie dlatego, że jest swego rodzaju ciekawostką.


   Film niestety już niedostępny na YT, ale z pewnością da się go ściągnąć z internetu.



piątek, 17 maja 2013

Mama 2009 reż. Géza M. Tóth

   Film twórcy Maestro. Bohaterką jest młoda mama, która wychodzi na dach by rozwiesić pranie. Przez kilka minut obserwujemy jak oddaje się tej prozaicznej czynności. Początkowo zastanawiać może: na co cała ta komputerowa otoczka? Czyżby reżyser chciał się pochwalić swoim kunsztem artystycznym? No cóż, wrażenia te efekty nie robią, gdyż pozostają tylko tłem. Mimo iż cała historyjka jest dość nudna, ogląda się to z zainteresowaniem. Chwilami można odnieść wrażenie, że kobieta niemal tańczy przy dźwiękach ulicy, miasta.

   Komputerowe tło znajduje w końcu zastosowanie: zaczynając się przesuwać i huśtać wraz ze sznurkiem. Trick ten pojawia się w znakomitym momencie - gdy widz traci powoli zainteresowanie całą historią. Tym samym uwaga zostaje przykuta na nowo, a jednocześnie rodzi się pytanie: a kiedy już kobieta powiesi pranie, czy znowu zostaniemy zaskoczeni?

   Różowy śpioszek (w przeciwieństwie do białych i kremowych koszul wprowadzających monotonię) który wiesza na końcu, nie jest może wielką niespodzianką, ale za to miłą odmianą i uwieńczeniem całej pracy. Paradoksalnie może zadziwić właśnie nie zadziwiając.

   Tak na marginesie: doceniam fakt, że reżyser nie zapomniał o tym by aktorka sapała wieszając pranie. Niby drobiazg, ale dla większości z nas ta czynność jest jednak męcząca i wymaga niezłej gimnastyki.


środa, 15 maja 2013

Maestro 2005 reż. Géza M. Tóth


   To krótkometrażowy film animowany wykonany techniką komputerową. Ukazuje nam przygotowania ptasiego śpiewaka przed występem. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem czego się po nim spodziewać i nawet nie próbowałem zgadywać. Zdecydowałem się jednak obejrzeć, do czego zachęcił mnie krótki czas, a także chęć porównania z animacjami Tomasza Bagińskiego, których jestem fanem.

   Moim amatorskim okiem, stwierdzam że technicznie Maestro stoi na wysokim poziomie i reżyser nie ma się czego wstydzić. Równie ważna jest też fabuła, trzeba przyznać zaskakująca, jak to czasami bywa w przypadku takich dzieł. Mnie film od początku, no właśnie, najpierw zdziwił, a potem zaciekawił. Końcówka pozwala się uśmiechnąć, ale i skłania nas do refleksji. Zobaczcie sami:


sobota, 27 kwietnia 2013

Słowem wstępu.

   Zakładam tego bloga w celu usystematyzowania wiedzy na temat węgierskiego kina, którym się interesuję. Jeśli dla kogoś okaże się on przydatny, to tylko dodatkowo mnie ucieszy. Prócz filmów nowych, ewentualnie względnie nowych (lata 90'), będę starał się opisywać również te starsze, trochę już zapomniane.
   Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie stracę w międzyczasie zapału do pisania :)