Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótkometrażowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótkometrażowy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2013

A piacere 1976 reż. Zoltán Huszárik

   Nie mogąc się przemóc do obejrzenia Papryka, sex i rock'n'roll, postanowiłem poszperać na YT w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Trafiła mi się przypadkiem playlista z węgierskimi krótkometrażówkami, z których jedną chciałbym przedstawić.

A piacere 1976 reż. Zoltán Huszárik

   To krótkometrażowy dokument poświęcony cmentarzom z elementami surrealistycznymi i historycznymi. Nie jest to zwykły film, ma jakiś klimat i pobudza wyobraźnię, ale ciężko go zrozumieć w całości. To jakby zlepek skojarzeń ze śmiercią. Ciekawy, lecz średnio udany eksperyment. Zaznaczam, że momentami jest bardzo drastycznie, szczególnie gdy pojawia się wątek Holocaustu. Przy czym to chyba najbardziej przejmująca i spójna część filmu. Można powiedzieć, że całość to taka wędrówka przez historię razem ze Śmiercią. Czasem łaskawą, a czasem okrutną, ale zawsze nieubłaganą.


   Najbardziej urzekł mnie fragment od 6.00 do 6.45, może ze względu na muzykę, a może przez te śliczne rzeźbione i malowane kapliczki/nagrobki(?). Polecam zatrzymać się przy tym na chwilę.

   Warto zobaczyć choćby dlatego, że Zoltán Huszárik był jednym z założycieli Studia im. Béli Balázsa, w którym węgierscy twórcy mieli względną swobodę tworzenia, nie niepokojeni przez cenzurę i bezpiekę. To właśnie tam podejmowano liczne eksperymenty filmowe, szukając nowych środków wyrazu.



   Przy okazji, A piacere skojarzyło mi się z kilkoma animacjami krótkometrażowymi, które miałem przyjemność już tutaj recenzować. Tam temat przemijania jest jednak pokazany bardziej subtelnie (no może za wyjątkiem Martwego punktu).


   Film zobaczyć można tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=ct-FwdNa9wE

To moje pierwsze zetknięcie z Zoltánem Huszárikiem, do którego Sindbada i Csontváry dopiero się przymierzam.




poniedziałek, 20 maja 2013

Mucha (A légy) 1980 reż. Rofusz Ferenc

   Kolejny ciekawy krótkometrażowiec, tym razem jednak wyjątkowy, bo zdobywca Oscara w 1981 roku.
   Film jest animowany, rysunkowy. Ukazuje dwie i pół minuty z życia muchy, widziane jej oczyma. Pomysł prosty i może dzięki temu ciekawy, myślę że warto rzucić okiem. Zauważmy też, że jak na 1980 rok, to był kawał roboty, gdyż trzeba to było wszystko po kolei narysować i sfilmować (kamerą do zdjęć poklatkowych).

   Film można zobaczyć w całości tutaj:


piątek, 17 maja 2013

Mama 2009 reż. Géza M. Tóth

   Film twórcy Maestro. Bohaterką jest młoda mama, która wychodzi na dach by rozwiesić pranie. Przez kilka minut obserwujemy jak oddaje się tej prozaicznej czynności. Początkowo zastanawiać może: na co cała ta komputerowa otoczka? Czyżby reżyser chciał się pochwalić swoim kunsztem artystycznym? No cóż, wrażenia te efekty nie robią, gdyż pozostają tylko tłem. Mimo iż cała historyjka jest dość nudna, ogląda się to z zainteresowaniem. Chwilami można odnieść wrażenie, że kobieta niemal tańczy przy dźwiękach ulicy, miasta.

   Komputerowe tło znajduje w końcu zastosowanie: zaczynając się przesuwać i huśtać wraz ze sznurkiem. Trick ten pojawia się w znakomitym momencie - gdy widz traci powoli zainteresowanie całą historią. Tym samym uwaga zostaje przykuta na nowo, a jednocześnie rodzi się pytanie: a kiedy już kobieta powiesi pranie, czy znowu zostaniemy zaskoczeni?

   Różowy śpioszek (w przeciwieństwie do białych i kremowych koszul wprowadzających monotonię) który wiesza na końcu, nie jest może wielką niespodzianką, ale za to miłą odmianą i uwieńczeniem całej pracy. Paradoksalnie może zadziwić właśnie nie zadziwiając.

   Tak na marginesie: doceniam fakt, że reżyser nie zapomniał o tym by aktorka sapała wieszając pranie. Niby drobiazg, ale dla większości z nas ta czynność jest jednak męcząca i wymaga niezłej gimnastyki.


środa, 15 maja 2013

Maestro 2005 reż. Géza M. Tóth


   To krótkometrażowy film animowany wykonany techniką komputerową. Ukazuje nam przygotowania ptasiego śpiewaka przed występem. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem czego się po nim spodziewać i nawet nie próbowałem zgadywać. Zdecydowałem się jednak obejrzeć, do czego zachęcił mnie krótki czas, a także chęć porównania z animacjami Tomasza Bagińskiego, których jestem fanem.

   Moim amatorskim okiem, stwierdzam że technicznie Maestro stoi na wysokim poziomie i reżyser nie ma się czego wstydzić. Równie ważna jest też fabuła, trzeba przyznać zaskakująca, jak to czasami bywa w przypadku takich dzieł. Mnie film od początku, no właśnie, najpierw zdziwił, a potem zaciekawił. Końcówka pozwala się uśmiechnąć, ale i skłania nas do refleksji. Zobaczcie sami: