Ostatni blues obejrzałem ponieważ akurat jakoś mi się nawinął i z tłumaczeniem nie było problemu. Przy okazji koprodukcja polsko-węgierska, której akcja toczy się w obu krajach wydała mi się całkiem ciekawa. Niestety wlazłem na minę, trudno, zdarza się.
OPIS:
Andris (János Kulka) prowadzi podwójne życie kursując na trasie Budapeszt-Kraków. W tym pierwszym jest lokalnym biznesmenem prowadzącym sieć piekarni i kochającym mężem/ojcem, a w tym drugim zajmuje się renowacją sztuką, malując fresk w jednej z krakowskich kaplic i romansując z atrakcyjną Beatą. Wszystko zaczyna się sypać, gdy pewnego dnia w drodze psuje mu się samochód i Andris nie jest w stanie go zatrzymać.
Czary mary.
Niestety od początku filmu wieje nudą. Powoli zagłębiamy się w skomplikowaną sytuację Andrisa, ale nie jest to nic co mogłoby wzbudzić większe zainteresowanie. Ot chłop prowadzi podwójne życie i siłą rzeczy musi to w którymś momencie pierdyknąć. Zwiastunem nadciągającej katastrofy okazuje się zabrany autostopowicz, który okazuje się osobą dziwaczną, a wręcz groteskową. Jeśli zdecydujecie się na film to sami zrozumiecie o co mi chodzi, a tak musicie wierzyć na słowo. Jego dziwactwo jest niestety czubkiem góry lodowej, bo już wkrótce ma się on okazać jakimś cholernym bytem magicznym, duchem, wytworem wyobraźni czy też innym cholerstwem. O tak, zaczyna się to robić pokręcone. Żeby jeszcze dowalić do pieca powiem, że awaria samochodu nie należy do normalnych, on również staje się zaczarowany, bo wbrew prawom mechaniki i fizyki nie daje się zatrzymać, nawet przez najechanie na drzewo.
Niby fajny pomysł na bohatera uwięzionego w podróży, mającego pewien ograniczony wpływ na swój środek lokomocji. Do tego niemal ciągła łączność przez komórkę i facet przestaje być wyalienowany. Problem w tym, że ta jego czarodziejska jazda do niczego nie prowadzi. Wokół wali mu się życie i gdy bliscy ludzie zaczynają działać w sprawach z nim związanych, a on sam może i ma możliwość oddziaływania na nich, ale ewidentnie wszystko pieprzy.
Jak nie kijem go, to pałką.
Słabe aktorstwo niestety nie uprzyjemniło mi seansu, o ile jeszcze główny bohater grał jako tako, o tyle drogie panie skończyły chyba swoją edukację na teatrzyku szkolnym. Żadna z postaci mi się nie spodobała, a nawet nie zainteresowała. Podobnie jak cały film. Nic więc dziwnego, że musiałem robić sobie przerwy, a ciśnienie na pęcherz traktowałem z ulgą.
Na plus ładna muzyka. Chciałoby się powiedzieć: i piękne zdjęcia, jak to często idzie w parze, ale tak nie jest. Zdjęcia są przeciętnie, momentami operator machał kamerą jak głupi. Wywnioskowałem, że to po to by otrzymać artystyczne ujęcia, ale wyszło nijak.
I chociaż fabuła zaskakuje to jest to zmarnowane osiągnięcie, bo historia zupełnie nie potrafi zainteresować. Ot film o zwykłych problemach, zwykłego faceta, w które wkradły się moce nieczyste (już sam nie wiem jak to nazywać). Można by się tu doszukiwać sensu i głębszego przekazu, ale po co? To zbyt prosty problem na takie przekombinowanie.
Mam nadzieję, że ostatni raz oglądałem Ostatni blues, bo powtórki bym chyba nie zdzierżył.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2002. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2002. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 marca 2014
wtorek, 1 października 2013
Czkawka (Hukkle) 2002 reż. György Pálfi
Najchętniej zacząłbym te recenzję od jakiegoś porównania, niestety nic nie przychodzi mi do głowy.
Czkawka to nietypowy kryminał. Na tle życia codziennego pewnej zapomnianej węgierskiej wsi pokazuje śledztwo prowadzone przez miejscowego policjanta w sprawie śmierci jednego z mieszkańców.
Podobnie jak u Béli Tarra, fabuła jest tutaj zaszyfrowana, chociaż w inny sposób. György Pálfi przedstawia nam obraz biednej, lecz z pozoru spokojnej wsi, gdzie wszystko idzie swoim tempem, zdając się być niezmienne od lat.
W zasadzie od początku do końca widzimy codzienne czynności i pracę mieszkańców. Film jest bez dialogów i zbędnych komentarzy, a mimo wszystko fabuła jest zrozumiała i logicznie poprowadzona. Na pierwszy rzut oka ujawniają się drobne łajdactwa i machlojki bohaterów, są to jednak drobne grzeszki na, które można przymknąć oko, ale... na które należy zwracać uwagę.
Reżyser parokrotnie daje nam do zrozumienia, że nie wszystko musi być takim jakim nam się wydaje (któż by się spodziewał, że w mące prócz zmielonego zboża może być coś ekstra...). Nawet najoczywistsze sprawy mogą mieć drugie dno.
Najciekawszym wątkiem filmu (i na pozór jedynym istotnym) jest śledztwo w sprawie zabójstwa, które prowadzi miejscowy policjant. Jego tempo w zupełności pokrywa się z tym jakim żyje wieś. Daje to ciekawy efekt - kryminału, ale zupełnie innego od tych które znamy z hollywódzkich produkcji. Może oto chodziło Pálfiemu i z przekory wobec schematu, postanowił dodać ten wątek.
Istotna jest piosenka na końcu, która wyjaśnia widzowi parę rzeczy, a jednocześnie podpowiada co nieco policjantowi.
Nie chciałbym zdradzać całej historii, ani zbytnio się zagalopowywać w interpretacjach. Jeśli lubicie spokojne i refleksyjne filmy, to polecam.
Pokuszę się jednak o pewne porównanie. Podobnie jak przy Dziesięciu tysiącach dni Ferenca Kósy i tutaj mamy przedstawiony dokładny obraz wsi, można by powiedzieć, że niemal dokumentalny. Czkawka liczy sobie już 11 lat, a według moich obserwacji wiele węgierskich wsi nadal wygląda jak ta przedstawiona w tym filmie.
Przy okazji dochodzę do wniosku, że nawet filmy potwierdzają to o czym czasem mówią Węgrzy: Węgry to tylko Budapeszt i wsie. Coś jest na rzeczy skoro drugim co do wielkości miastem Węgier jest Debreczyn z... 200 000 mieszkańców (dla porównania Budapeszt - 1,7 mln). I tak też, scenerią węgierskich filmów są na ogół miasto stołeczne lub wsie.
Czkawka to nietypowy kryminał. Na tle życia codziennego pewnej zapomnianej węgierskiej wsi pokazuje śledztwo prowadzone przez miejscowego policjanta w sprawie śmierci jednego z mieszkańców.
Podobnie jak u Béli Tarra, fabuła jest tutaj zaszyfrowana, chociaż w inny sposób. György Pálfi przedstawia nam obraz biednej, lecz z pozoru spokojnej wsi, gdzie wszystko idzie swoim tempem, zdając się być niezmienne od lat.
W zasadzie od początku do końca widzimy codzienne czynności i pracę mieszkańców. Film jest bez dialogów i zbędnych komentarzy, a mimo wszystko fabuła jest zrozumiała i logicznie poprowadzona. Na pierwszy rzut oka ujawniają się drobne łajdactwa i machlojki bohaterów, są to jednak drobne grzeszki na, które można przymknąć oko, ale... na które należy zwracać uwagę.
Reżyser parokrotnie daje nam do zrozumienia, że nie wszystko musi być takim jakim nam się wydaje (któż by się spodziewał, że w mące prócz zmielonego zboża może być coś ekstra...). Nawet najoczywistsze sprawy mogą mieć drugie dno.
Najciekawszym wątkiem filmu (i na pozór jedynym istotnym) jest śledztwo w sprawie zabójstwa, które prowadzi miejscowy policjant. Jego tempo w zupełności pokrywa się z tym jakim żyje wieś. Daje to ciekawy efekt - kryminału, ale zupełnie innego od tych które znamy z hollywódzkich produkcji. Może oto chodziło Pálfiemu i z przekory wobec schematu, postanowił dodać ten wątek.
Istotna jest piosenka na końcu, która wyjaśnia widzowi parę rzeczy, a jednocześnie podpowiada co nieco policjantowi.
Nie chciałbym zdradzać całej historii, ani zbytnio się zagalopowywać w interpretacjach. Jeśli lubicie spokojne i refleksyjne filmy, to polecam.
Pokuszę się jednak o pewne porównanie. Podobnie jak przy Dziesięciu tysiącach dni Ferenca Kósy i tutaj mamy przedstawiony dokładny obraz wsi, można by powiedzieć, że niemal dokumentalny. Czkawka liczy sobie już 11 lat, a według moich obserwacji wiele węgierskich wsi nadal wygląda jak ta przedstawiona w tym filmie.
Przy okazji dochodzę do wniosku, że nawet filmy potwierdzają to o czym czasem mówią Węgrzy: Węgry to tylko Budapeszt i wsie. Coś jest na rzeczy skoro drugim co do wielkości miastem Węgier jest Debreczyn z... 200 000 mieszkańców (dla porównania Budapeszt - 1,7 mln). I tak też, scenerią węgierskich filmów są na ogół miasto stołeczne lub wsie.
Etykiety:
2002,
Czkawka,
dokumentalny,
dramat,
drugie dno,
etnograficzny,
film,
Filmy.,
György Pálfi,
Hukkle,
kryminał,
śledztwo,
węgierska,
węgierski,
wieś
Subskrybuj:
Posty (Atom)






